Zostało w Sonecie sporo rzeczy drobnych do ogarnięcia. Na przykład obudowa kolumny kierownicy. Jedna część jest ok, ale w górnej jedna z tulejek mocujących jest ułamana, co powoduje, że obudowa brzydko odstaje. Trzeba coś z tym zrobić.



Wkleiłem w to miejsce podkładkę stalową. Niestety później się to wszystko urwało, bo klej nie trzyma się tego rodzaju plastiku... Wojtek zabrał to do firmy, w której spawają plastik, może im się uda to połatać.



Potem nastąpiła wielka chwila, czyli pierwsze uruchomienie silnika. Tu widać, że wiatrak chłodnicy jest rozmazany, czyli się kręci :).



Niestety po chwili Saab zaczął sporo dymić. Na moje oko jest to para wodna, więc byłem zaniepokojony, że coś jest złego z uszczelką głowicy czy coś... Po pierwszym rozgrzaniu silnika i tak trzeba dokręcić głowice i kolektor dolotowy, więc zostawiłem martwienie się na potem. Po dokręceniu głowic dymienie ustało. W sumie nie wiem, czemu tak było :).



Potem skończyłem podłączać lampy przednie, obrysówki i moduł świateł dziennych. Wyregulowałem też dokładniej otwierane lampy.



Przyszła pora i na drzwi. Wyciągnąłem z półki zamki drzwi. Ta breja, to jest wszystko, co z nich wypłukałem.



Jeden z zamków był inny i nie pasował do niego kluczyk, dlatego oddałem to do specjalisty, który przejrzał zamki i ustawił je pod jeden kluczyk. Jak to do mnie wróciło, mogłem je przykręcić do poszyć drzwi.



I widok od zewnątrz.



Potem przykleiłem uszczelkę zgarniającą i założyłem poszycie drzwi na ich szkielet.



U dołu drzwi poszycie było mocowane na takie wygięte blaszki. Stare były skorodowane, więc miałem dorobione nowe. Musiałem je tylko odpowiednio wygiąć. Najbardziej mnie zdziwiło to, że w dorobionych blaszkach pasują otwory do poszyć i szkieletu drzwi :). Tego na razie jednak nie nituję, bo nowe blaszki muszę oddać do cynkowania.



Potem z Wojtkiem (właścicielem) założylimy drzwi i je z grubsza wyregulowaliśmy. Te "z grubsza" i tak zajęło sporo czasu... Potem zajęliśmy się lusterkami. Te, co były, bullety, nie będą użyte, Wojtek kupił takie reprodukcje, zbliżone bardzo do oryginalnych. Przymocowałem je tymczasowo do poszyć i Wojtek usiadł na miejscu kierowcy, sprawdzić czy coś w nich widzi.



Widział. Wtedy mogłem się odważyć wywiercić otworki mocujące.



Przykręciłem lusterko. Szczelina między drzwiami a przodem może wydawać się duża, ale pamiętaj, że to jest samochód z laminatu i nawet w katalogach nie wyglądał lepiej :).



Nastęnym etapem składania drzwi są boczki. Zostały wyprane, a dolna część jest wszyta nowa, taka sama, jak jest wykładzina. Wstawiamy też nowe głośniki.



Trzeba oczywiście przewlec kabelek przez otworki. Fabrycznie nigdy tu nie było głośników, był jeden w desce rozdzielczej. Ale dziury w tapicerce już były... Tapicerka jest w na tyle dobrym stanie, że nie ma co jej wymieniać, dlatego i głośniki w drzwiach zostają.



Tak to będzie wyglądać.



A tu cała reszta drobnicy potrzebnej do dokończenia drzwi. Paski do zamykania są dorobione nowe, stare były ciut za bardzo wyświechtane.



Przymierzyłem też listwę na górę drzwi. Prawie wszystkie otworki pasują.



Jeden tylko jest uchwyt, który oderwał się ze szkieletu drzwi, co ciekawe w obu drzwiach tak samo. Tu widoczny jest przykręcony od wewnątrz tej listwy.



A tu powinien być zamocowany. Wywierciłem w nim otworki.



Potem użyłem spawów na zimno, czyli nitów :). Technologia lotnicza, pasuje do Saaba.



I mogłem już dokończyć składanie tapicerek drzwi.



Dostałem też reprodukcję znaczka na maskę, któego ten egzemplarz nie miał, jak do mnie przyjechał. Przykleiłem taśmy na samochód i na znaczek, a następnie wymierzyłem środek i auta i znaczka.



Przykleiłem znaczek taśmą do maski w odpowiednim miejscu. Mógłbym w sumie tak to zostawić, ale właściciel nie chciał :).



Potem odchyliłem znaczek na tej taśmie z ostatniego zdjęcia, przykleiłem do niego taśmę dwustronną i umieściłem go z powrotem na miejscu, dzięki właśnie tej taśmie. Gotowe.



Dalej potrzebowałem się dostać do Sonetta z drugiej strony, więc wystawiłem go na dwór, żeby go obrócić. Jest to okazja do pozachwycania się nim...



Śliczny jest.







I z powrotem w garażu, bo jeszcze kilka drobiazgów przy nim zostało do zrobienia.