Pierwszym etapem było obranie ramy z części, które dało się zdjąć, teraz trzeba ją nieco ogarnąć. Z drobiazgów są to na przykład spawy mocowania do serwa hamulca.



Wystarczyło lekko to oszlifować i jest ładnie. To i tylne zawieszenie chyba spawał inny warsztat niż resztę, bo są wspawane równo i solidnie.



Ciekawostką jest to, że poduszki silnika nie były przykręcone, a przyspawane.



Po ich odcięciu widać całe stado niepotrzebnych otworów.



Natomiast najgorzej jest z przodem ramy. Zawieszenie przednie zostało wspawane z ramy od jakiegoś Chevroleta, natomiast przód, czyli poprzeczka, mocowanie pod chłodnicę i wąsy do mocowania zderzaka przedniego są zrobione z profili. Łączenie zawieszenia z resztą ramy poprawił już blacharz, ale to zostawił. A ja im dłużej na to patrzę, tym bardziej nie potrafię udawać, że jakoś to będzie.



Na oko nie trzyma to żadnego kąta, poziomu, czy pionu.



Oczywiście na oko niewiele można udowodnić, więc zróbmy tak: rama ustawiona jest poziomo wzdłuż i w poprzek. Przód ramy widać na zdjęciu, poziomica pokazuje 90 stopni. Przerwa pomiędzy ramą a poziomicą pokazuje jaka jest precyzja tego wykonania. A to tylko jeden z kątów, które powinny być proste. Nie dam rady tego tak zostawić.



W końcu stwierdziłem, że mnie to nie ominie i trzeba przedsięwziąć zdecydowane kroki. I jak mówię zdecydowane, to rzeczywiście mam na myśli zdecydowane.



Musiałem unieść ramę, żeby się dostać pod spód.



Odciąłem cały przód ramy. Co ciekawe, odciąłem go na spawach, żeby jak najmniej tracić z materiału ramy. Zobaczysz, czemu to podkreślam później. Przy okazji zniknęły kółka założone do ramy na czas blacharki.



Oryginalna rama Chevroleta rozszerza się z przodu pod mocowania zderzaka. Tu nie jest to potrzebne, więc ramę ile się da zwężę.



Podobnie od strony kierowcy - tu rama zostanie nieco szersza niż z prawej, bo w środku jest wzmocnienie pod przekładnię kierowniczą.



Dlatego z tej strony obciąłem ciut mniej.



Tuż za tym przodem są otwory na mocowanie przekładni.



Potem zacząłem doprowadzać to do jakiejś geometrii. Ustaliłem sobie punkty odniesienia, czyli otwory, które są symetrycznie umieszczone na ramie. Od nich odmierzyłem równą odległość po obu stronach ramy i przymocowałem listwę. Przypominam - odciąłem przód na spawach. Po prawej jest strona kierowcy, praktycznie na równo z listwą, po lewej mamy prawie 2cm dłuższą ramę.



Przyciąłem górę ramy na długość z obu stron i przeniosłem ten wymiar pionem na dolną część ramy.



Tu ciut widać, że muszę skrócić dół ramy o kilka milimetrów.



A z drugiej strony nieco więcej.



Potem przód ramy kończy się już pionowo.



Potem dorwałem kątowniki ze stali podobnej grubości, co rama i przeniosłem na nie kształt wycięcia ramy.



Tak to wygląda odrysowane.



A tu już wycięte i przymierzone. Pasowanie nie jest tu aż tak istotne, bo będzie to spawane dość sporym prądem (jest to stal ponad 3mm grubości), więc wszystkie przerwy ładnie znikną.



Po krótkiej przerwie na wizytę na ostrym dyżurze (5 szwów na kciuku, człowiek jednak powinien bardziej przestrzegać BHP) i rehabilitację, dokończyłem wycinać drugą zaślepkę ramy.



Zaślepki przyspawałem dwiema kropkami do ramy, a następnie wyznaczyłem na nich dwie linie poziome. Na liniach pojawiły się otwory.



Po odcięciu spawów otwory powiększyłem, a od środka wspawałem nakrętki. Najlepiej by było teraz zrobić przód ramy, ale nie ma na to szans ze względu na logistykę operacji i ilość miejsca, którą obecnie mam. Dlatego przód ramy będzie zrobiony później, i mocowany będzie do ramy ośmioma śrubami M12. Wystarczą :).



Ponownie ustawiłem zaślepki w ramie - muszą być pionowo w dwóch płaszczyznach.



Potem ustawiłem spawarkę na ile tylko fabryka miała i stopiłem trochę drutu.



Spawy wyszły mi zaskakująco mocne, zdziwiłem się, że moja spawarka dała radę to tak ładnie przetopić. Tu rama jest odwrócona, żeby położyć spawy od dołu.



Może nie są to najpiękniejsze spawy, ale są moim zdaniem całkiem przyzwoite. No i na pewno mocniejsze od tych, które mocowały łapę skrzyni do ramy :).



Oczywiście zespawanie tego ze wszystkich stron wymaga nieco akrobacji z ramą, ale wyciągarka sporo ułatwia.



Potem posprzątałem stal z podłogi. Miał być banan dla skali, ale znalazłem tylko klucz 19mm.



No to ten kawałek projektu mam z głowy.



Ale to nie koniec prac przy ramie, o nie :). Teraz trzeba zaspawać kilkadziesiąt niepotrzebnych otworów, a niektóre z potrzebnych zaspawać i wywiercić od nowa, żeby były okrągłe, a nie fasolkowate. Tu widać belkę pod silnikiem, gdzie zostały tylko potrzebne otwory. Zostały po bokach tylko te, do których będą przykręcone poduszki silnika. Po prawej pasowały tylko dwa, pozostałe dwa nawiercę potem.



Przy okazji szlifowania można też nieco upiększyć przednią część.



Póki co tylko z góry, ale rama jeszcze trochę będzie obracana, więc wtedy się dojdzie w każdy zakamarek.



Tą część prac ogarnął mój syn, który bardzo szybko nauczył się spawać.



Tu już są zaspawane otwory.



Które potem trzeba oszlifować i w miarę konieczności powtórzyć spaw. Potem z drugiej strony to samo, a potem na drugiej podłużnicy znowu.



Trwało to trochę, ale wreszcie rama jest gotowa do oddania do piaskowania i malowania proszkowego.



Spawy General Motors też ciut oczyściliśmy, bo nie pasowały do całości.



Otworów w ramie jest sporo mniej.



Sporo też jest poprawionych.



Zostało zaledwie kilka nie ruszanych.

W mocowaniach zdjętych z ramy też było zrobionych kilka poprawek, ale zdjęcia z tego są nudne, więc tyle wam musi wystarczyć :).