W międzyczasie ruszyliśmy dalej blacharkę. Po dłuższym zastanowieniu uznaliśmy, że nie ma sensu tego piaskować w całości, bo raz, że się nie dotrze w zakamarki, dwa, że karoseria tego nie przetrwa, a trzy - większości z tych blach nawet nie chcemy użyć. Pora na plan B. W sumie mogliśmy to zrobić obok Matry, ale nie mam miejsca w garażu, więc Matrę zrzuciliśmy na bok.



Przy okazji pomierzyłem wzmocnienia pod podłogą.



Następnie (wszystko oczywiście wspólnie z Maćkiem) powstała rama z profili. Rama została wykonana najdokładniej, jak mogliśmy. Jest prostokątna, płaska i równa. Potem tą ramę postawiliśmy na kobyłkach, i, podkładając pomiędzy ramę a kobyłki podkładki, całość wypoziomowaliśmy.



Pomiędzy ramę a karoserię położyliśmy deski, żeby nieco unieść samochód nad ramę. Na ramie zaznaczyliśmy sznurkiem oś symetrii.



Następnie (dość żmudnie) ustawiliśmy karoserię dokładnie równolegle i pośrodku ramy.



Wymagało to sporo zabawy z pionem i miarką.



Jak już karoseria była ustawiona możliwie prosto, zaczęliśmy wstawiać punkty odniesienia w miejscach mocowania zawieszenia. Na początek przykręciliśmy do środkowych mocowań tylnej belki w karoserii kątowniki i przyspawaliśmy je do poprzeczki na ramie.



Potem wspawane zostały profile ustalające położenie górnych mocowań amortyzatorów.



Otwory wiercimy możliwie ciasno pasujące na śruby, żeby nie było w miejscach połączenia żadnego ruchu. Nawet używamy wytoczonych bolcow zamiast śrub w tym przypadku.



W tym momencie tył samochodu jest już sztywno zamocowany na ramie i mogliśmy wyjąć deski. Oczywiście przed wspawaniem danego mocowania dokładnie sprawdzamy czy jest to poziomo, pionowo, symetrycznie i tak dalej.



Pora na mocowanie przodu. Ponieważ planujemy podzielenie samochodu na drobniejsze części, musimy ustawić i tyl i przód dość jednoznacznie na ramie, więc potrzebnych jest kilka punktów mocujących. Tu mamy mocowanie drążków reakcyjnych.



A tu przygotowany kątownik. Sam jestem zdziwiony, że trafiam idealnie z otworami...



Na miejsce trafiła zapasowa belka zawieszenia przedniego, trzymająca dolne wahacze. Potem pojawiły się dwie kolejne poprzeczki ramy. W sumie to rama nam sprytnie wyszła - nie mieliśmy grubych, sztywnych profili, które udźwignęłyby nawet taką niewielką ilość samochodu. Rama pośrodku się nieco ugięła. Mocowania przodu i tyłu są jednak przy końcach ramy, czyli w miejscach prawie zerowego ugięcia.



Przodu jednak jeszcze nie wspawujemy. Podczas demontażu słupków A przód nieco opadł, więc na pewno nie jest we właściwym miejscu. Żeby złapać poprawną geometrię, musimy odnieść pozycję przodu do tyłu. Jak to zrobić? Musimy z powrotem założyć dach... Odwiercone boczne panele musiały zostać tymczasowo przymocowane na swoje miejsca.



Potem przykręciliśmy ramę przedniej szyby i tylny pałąk.



Przez chwilę znowu to przypomina samochód.



Umieściliśmy panele dachu w otworach mocujących. W ogóle nowina - udało się dokupić brakującą połówkę dachu. Tylne otwory uznaliśmy za pewne, natomiast w przednie dach nie trafił - brakowało jakieś 3 cm...



Pojawia się jednak optymizm.



Po uniesieniu przodu nagle dach zrobił "ftum" i przednie śruby mocujące wpadły w odpowiednie otwory. Kilka godzin mierzenia później, jak już byliśmy nieco przekonani, że przód chyba jest poziomo i na odpowiedniej wysokości, wspawaliśmy punkty mocowania przodu do ramy.





Braliśmy pod uwagę wiele punktów odniesienia, ale chyba najlepszymi były śruby górnych wahaczy.



I tym sposobem mamy karoserię zawieszoną nad ramą.



To jednak jeszcze nie koniec. Będziemy oddzielać podłogę od tylnej części, więc potrzebujemy jeszcze kilka punktów odniesienia, jak na przykłąd to mocowanie zewntrzne tylnej belki do progu. Tu wspawuję płytkę stalową w pewnej odległości od progu, żeby mieć miejsce na manewrowanie tym podczas montażu.



Gotowe. Prawie wszystkie punkty tylnego zawieszenia są tu uwzględnione, reszta będzie odwzorowana z tej poprzeniej, małej ramy.



Przyda się nam jeszcze jeden punkt odniesienia - mocowanie dachu, widoczne na zdjęciu.



Do miejsca tego mocowania też pociągnęliśmy profile stalowe.



Teraz będzie można już zdjąć karoserię z ramy i pociąć ją na kawałeczki.