Oprócz zajmowania się zawieszeniami zrobiliśmy też kilka drobnych rzeczy na zewnątrz samochodu. Wkleiliśmy tylną szybę i założyliśmy jej listwę ozdobną. Tego zdjęć akurat nie mam, bo byliśmy upaprani klejem i jakoś nie było jak zrobić. Będzie ją trochę widać za chwilę. W każdym razie założyliśmy też tylną klapę. Tu jeszcze w opakowaniu, w którym przyjechała od lakiernika.



Po chwili kombinowania nawet pasuje.



Przegrzebałem całe pudło śrubek, które wróciły z ocynku (jeszcze nie są posegregowane tematycznie, więc trochę ciężko się szuka) i znalazłem zamek i wszystko co go trzyma przy karoserii. Potem uwaliłem się wygodnie w bagażniku i zmontowałem całość. Na szczęście potem mnie wypuścili...



Z zewnątrz nie widać za wiele, ale przybył zamek i kluczyk. Taki wskaźnik postępu prac. Założyłem też zderzaki gumowe klapy. Uszczelki nie było jak przykleić, bo jeszcze zamówiony klej nie dotarł do mnie. Zrobię to później.



Skompletowałem wszystko do przedniego zawieszenia. Grzegorz zamówił trochę części, ja zadbałem o ocynkowanie i pomalowanie tego, co zostało. Potem żmudna praca, której nie widać na zdjęciach, czyli czyszczenie resztek piasku z piaskowania, zdejmowanie zaślepek, ale też i wciskanie tulei gumowych na miejsce. Przykręciłem też sworznie. Dzięki temu wahacze są już przygotowane do założenia.



Grzegorz zamówił też nowe sprężyny, obniżające. Różnica jest dość spora.



Pierwsze do ramy przykręciłem mocowania silnika.



Następnie zderzaki górnych wahaczy.



Wcisnąłem też śruby mocujące górne wahacze i założyłem je na miejsce. Krótkie zastanownienie było które wahacze są lewe, a które prawe :).



Dolny wahacz na miejscu. Składanie jest zdecydowanie przyjemniejsze niż demontaż, bo nie trzeba walczyć z zardzewiałymi śrubami.



Ułożyłem sprężynę na jej miejscu i podparłem wahacz podnośnikiem.



Po lekkim podniesieniu wahacza, gdzie nawet nie uniosłem ramy z podpórek, można było spiąć wahacze ze sobą. Jak do tego dojdzie ciężar silnika, to raczej będzie nisko...



Z drugiej strony oczywiście zrobiłem to samo.



Przygotowałem nowe amortyzatory. Dolne śruby mocujące gdzieś wsiąkły, więc przygotowałem nowe, ale metryczne.



Amortyzatory na swoim miejscu.



Następne są łączniki stabilizatora.



I sam stabilizator. Jego mocowania też są oczywiście nowe. Ciekawie się to skręca - nie do oporu, jak najczęściej bywa, ale nakrętka ma być na gładko ze śrubą i potem jeszcze trzy obroty. Nie więcej.



Rzut okiem na postęp prac.



Przykręciłem następnie jarzmo zacisku, ramię zwrotnicy i osłonę tarczy hamulcowej.



Niektóre końcówki drążków miały luzy, gumki były porwane, całość ogólnie była już przechodzona, więc Grzegorz kupił wszystkie nowe części układu kierowniczego (oprócz przekładni), żeby samochód jechał tam, gdzie chce kierowca.



Zabrakło mi gdzieś nakrętki do "idler arm", więc przykręcę to później. Wszystkie nakrętki koronkowe są już zabezpieczone zawleczkami, wkręciłem też smarowniczki w ich miejsca.



Przednie zawieszenie praktycznie już złożone, wszystko dokręcone (tuleje są z poliuretanami, więc mogłem je dokręcić na gotowo; jakby były tuleje gumowe, to dokręcić można dopiero jak cały ciężar auta stanie na zawieszeniu.).



Do zamontowania została przekładnia kierownicza i hamulce.



Na koniec zabezpieczyłem bieżnie łożysk przed ew. deszczem. Na razie trzymam Chevroleta jeszcze poza garażem.