Żebto uruchomić potrzebuję jeszcze ogarnąć kilka drobiazgów. Jednym z nich jest ssanie. W tym gaźniku kawałek jest uszkodzony.



Udało się znaleźć taki element nowy i go sprowadzić.



Ponieważ gaźnik jest inny, niż był oryginalnie, ktoś kiedyś dorobił adapter umożliwiający założenie na niego oryginalnej obudowy filtra powietrza.



Założyłem nowy element ssania, przykręciłem linkę (koniec wygiąłem jak w Ferrari z lat '60 :) ) i założyłem odnowiony adapter do obudowy filtra.



Zalałem układ chłodzenia płynem i założyłem korki. Na chłodnicy ma być korek zamykający ją na głucho, na zbiorniczku ciśnieniowy. Obydwa były ze sparciałymi gumami, musiałem je wymienić na nowe.





Całość udało mi się uruchomić i nawet całkiem nieźle wyregulować. Jeździ całkiem ok.



Po dłuższym kombinowaniu co cieknie poddałem się i wyjąłem silnik. Próbowałem z zewnątrz diagnozować, co to może być - a to jakieś uszczelki pokryw, a to może uszczelka pod kolektorem dolotowym, a może simmering z tyłu, a może skrzynia? Zdemontowałem nawet chłodniczkę oleju, którą tak chciał mieć Bartek. Okazało się jednak zupełnie co innego. Dane były, jeszcze przez kogoś, kto był przede mną w silniku, inne śrubki miski oleju. Dwie z nich przechodzą przez blok w kierunku zaślepki wałka wyrównoważającego z tyłu bloku. I śrubki, które były dane, były za długie i lekko weszły w tą pokrywkę, ściskając ją. A tam jest ciśnienie oleju... Każde uruchomienie silnika kończyło się sporym wyciekiem. Udało mi się wymienić tą zaślepkę na drugą, co nie było łatwe, bo wymagało wybicia jej od środka. Zrobiłem to odkręcając koło pasowe wałka i wybijając go w stronę tyłu silnika. Trzeba go było wybić na tyle dużo, żeby wybił zaślepkę, ale na tyle mało, żeby nie wypadło z niego koło rozrządu... Operacja się jednak udała i mogłem potem zmontować to z powrotem.



Przy okazji zajrzałem do silniczka wycieraczek lamp przednich. W ogóle nie reagował na podłączanie do niego zasilania.



Już po otworzeniu pokrywki widać pierwszy powód nie działania - całość jest skorodowana.



Rozkładam dalej. Tym razem sięgam na drugą stronę, gdzie są jakieś śrubki.



Po rozkręceniu widać, że i smar w środku się przeterminował i ma konsystencję plasteliny.



Rozkładam to dalej. Sporo w tym kółek zębatych.



Potem całość umyłem ze starego smaru i odrdzewiłem co trzeba.



A tu to, co wyjąłem z mechanizmu. Kiedyś to był smar...



Potem składam silniczek, dodając świeżego smaru.



Część elektryczna też jest odświeżona.



I gotowy



Zamontowałem to do reszty mechanizmu, ae nadal działało to niemrawo. Po przesmarowaniu całego mechanizmu nieco lepiej, ale nadal bez szału. Może dałem za gęsty smar? Pewnie jeszcze do tego zajrzę kiedyś.



Jak widać na zdjęciu, zniknął oryginalny zbiorniczek wyrównawczy. Niestety silnik się grzał i wywalał płyn. Stary zbiorniczek miał dość mocno zużytą płaszczyznę, którą trzymał korek. Korek nie był szczelny i stąd problemy. Zastąpiłem to tymczasowo zbiorniczkiem od Matiza, żeby jakoś dało się jeździć, ale oczywiście nie jest to docelowe rozwiązanie.



Potem Saab na trochę pojechał do Bartka, ale musiał wrócić na "drobne" poprawki, bo do sukcesu ciut brakowało. Niestety musiałem znowu wyjąć silnik - mocno ślizgało się sprzęgło. Miałem ambitny plan włożyć sprzęgło widoczne obok, ale trochę się przeliczyłem i nie pasowało :). Dlatego ostatecznie została zrobiona nowa tarcza sprzęgła, ciut grubsza i z okładziną kevlarową.



Druga sprawa to zbiorniczek wyrównawczy. Dorobiony został na zamówienie zbiorniczek z aluminium, bo nie dało się nigdzie znaleźć i kupić takiego używanego... a trochę później, już oczywiście po dorobieniu, trafił właśnie taki zbiorniczek w niezłym stanie :). Ale zamontowałem już ten aluminiowy.



Po włożeniu silnika z powrotem (już trzeci raz, jeśli dobrze liczę), miałem mieszane uczucia co do sprzęgła, bo niby się nie ślizgało, ale nie byłem pewien. Ponieważ jednak ma się "ułożyć" (według słów fachowca, który dorabiał tarczę sprzęgła), damy mu szansę. Bartek, po odbiorze Saaba, stwierdził, że jednak jest dobrze - sprzęgło się nie ślizga. A jazdy próbne odbyły się bez przegrzewania silnika i wywalania płynu, więc nowy zbiorniczek też się sprawdza. Poza tym silnik już nie cieknie, więc przy okazji następnej wymiany oleju, gdy już i tak będę miał zdjęty filtr oleju, spróbuję jeszcze raz założyć chłodniczkę oleju.