Powoli ogarniam części do poskładania tego wszystkiego. Zacząłem od hamulców, bo jakoś tak się złożyło, że do tego najpierw mialem części. Zacząłem od piast.



Po wyjęciu szpilek kół z piast usunięty został stary smar, a potem zostały domyte i wyczyszczone z korozji.



Potem pomalowałem je podkładem i na czarno. Śrubki wróciły z cynkowania. Hamulce będą ciut lepsze - najlepsze z tego, co da się wybrać z półki z częściami Forda z tamtej epoki. Lepsze to już tylko mocniej kombinowane i z niewielką szansą na pasowanie felg 13". Pompa hamulcowa i serwo będą z Granady, tylne hamulce wciąż bębnowe, ale były mniejsze i większe, więc tu będą te większe, do tego przednie tarcze od Capri, wentylowane, hamowane zaciskami od Granady, które mają większe klocki hamulcowe od zacisków Taunus/Capri. Na zdjęciu widać już nowe tarcze.



Wcisnąłem szpilki kół z powrotem do piast.



Po krótkim zastanowieniu stwierdziłem, że nie warto kombinować ze starymi łożyskami, więc przygotowałem nowy komplet.



Przykręciłem tarcze do piast i wcisnąłem bieżnie łożysk do środka.



Potem nasmarowałem łożyska. Większe, wewnętrzne łożyska włożyłem do bieżni i wbiłem uszczelniacze.



Mniejsze łożyska na razie leżą tu luzem, dopóki nie założę tego na zwrotnice.



Zaciski zostały wstępnie oczyszczone bez rozkładania, żeby nie uszkodzić płaszczyzn styku połówek zacisków i wnętrz tłoczków. Teraz powyjmowałem tloczki i gumki.



A następnie rozkręciłem zaciski na połówki. Pomiędzy połówkami sa jeszcze przekładki zwiększające prześwit w zaciskach tak, żeby zmieściły się na wentylowane tarcze.



Potem nastąpiła wizyta w galwanizerni.



No to składamy. Przygotowane mam nowe klocki i zestawy naprawcze.



Najpierw wyczyściłem wnętrza zacisków i tłoczki i przymierzyłem, czy tłoczki swobodnie poruszają się wewnątrz zacisków.



Potem włożyłem do środka gumki uszczelniające.



Do zacisków trafiły tłoczki, a za nimi gumki osłaniające.



Na przekładki zacisków położyłem uszczelki w odpowiednich miejscach.



I skręciłem zaciski.



Ten akurat zestaw montażowy klocków nie ma blasek zapobiegających piszczeniu hamulców, a naklejki gumowe na klocki.



A tu już zaciski złożone z klockami.



Przejdę do tylnych hamulców. Przywiozłem nowy (i to w sumie dosłownie nowy) most - obudowa jest stara, do środka zostało włożone nowe przełożenie główne i mechanizm roznicowy ze szperą. Do tego mam całe stado nowych gratów do zawieszeń.



Rozłożyłem sobie potrzebne części na stole - tarcze kotwiczne, szczęki, cylinderki, zestawy montażowe i samoregulatory.



Do cylinderków nie miałem właściwych śrub mocujących. Stary most już pojechał do nowego właściciela, więc nie mogłem ich stamtąd pozyskać. Szybko więc dorobiłem nowe :).



Przykręciłem cylinderki i ułożyłem szczęki. Samoregulatory mają dwa różne gwinty, prawy i lewy, i trzeba pomyśleć chwilę któy gdzie ma być zamontowany, żeby to poprawnie działało.



Po chwili drapania się po głowie udało mi się wykombinować jak mają być zapięte sprężynki. Na tym etapie musi też trafić na miejsce w szczękach linka hamulca ręcznego.



Zajrzę też co i jak z mostem. Nie do końca mi się podoba lakier, ale taki dostałem i go nie otwieram - środek mostu jest objęty gwarancją kogoś innego :).



Wyjąłem tylko półosie, żeby przykręcić do obudowy mostu tarcze kotwiczne z hamulcami.



Mam też wymienić gumy w moście na "nowe", czyli te poliuretany z poprzedniego mostu.



Okazało się, że tu też były poligumy. Ciekawe. Tamte jednak są ładniejsze :).



W środku mosty znalazłem trochę brudu, więc wyciągnąłem szmatą ile się dało.



Potem przykręciłem tarcze kotwiczne. Mocowane są do obudowy mostu tymi samymi śrubami, co półosie.



Podłączyłem do cylinderków rurki hamulcowe. To są oryginalne rurki, oczyszczone i ocynkowane. Na miejscu są też właściwe tuleje poliuretanowe.





Tak wygląda cały most. Tak, wiem, że mam bałagan dookoła.



Jest jeszcze jeden, mały problem. Nie ma odpowietrznika. Kiedyś był, ale ktoś zamisat niego wkręcił śrubę. To nie będzie dobrze działało bez odpowietrzenia mostu, więc coś trzeba z tym zrobić.



Po wykręceniu śruby widać, że odpowietrznika to tu już się nie wkręci.



Czyli trzeba coś namotać, żeby było dobrze i ciut ładniej, niż było. Wziąłem więc nową śrubę, obciąłem na właściwą długość, a w środku wywierciłem i nagwintowałem nowe miejsce na odpowietrznik.



Wkręciłem to na klej do gwintów. Odpowietrznik wkręcę później, po jego ocynkowaniu.



Przy okazji trochę też posprzątam i chociaż część poliuretanów nasmaruję i wcisnę do wahaczy, Wahacze oczywiście już wróciły z malowania proszkowego.



Niektóre gumy posżły łatwiej, niektóre wymagały wspomagaczy lingwistycznych, których tu nie przytoczę, ale wszystko już wciśnięte na miejsce i czeka na montaż.