Od jakiegoś roku miałem odłożony kompletny aparat zapłonowy gotowy do poskładania, który miałem kiedyś złożyć i sprzedać. Taaa. Kiedyś. Na szczęście pora nadeszła i miałem prawie gotowy aparat zapłonowy do silnika Rybaaka pod ręką. Przygotowałem wszystkie części.



Palec i kopułkę wezmę z poprzedniego aparatu, bo i tak są nowe. Ten aparat przynajmniej w środku ma ruchome części, które naprawdę się ruszają...



Resztę części potrzebnych do przeróbki pozyskałem z Granady, którą rozkładali na części koledzy. Były to moduł zapłonowy, cewka, rezystor balastowy (cewka i rezystor są inne przy przerywaczu niż przy bezstykowym) i kawałek wiązki silnikowej. Z tego kawałka wywaliłem niepotrzebne kabelki.



I powkładałem to wszystko do Taunusa.



Nareszcie silnik zaczął pracować na wszystkie cylindry.



Następnie Rybaak wziął Taunusa na małą przejażdżkę.



Niestety wróciliśmy pchając auto. Potem spędziłem 4 godziny szukając przyczyny usterki, która czasem po prostu gasiła silnik. Okazało się, że instalacja w tym Taunusie była tak zrobiona, że wiązka silnikowa przechodząc przez gródź do wnętrza auta miała wtyczkę. Po stronie kabiny już wtyczki nie było, tylko pojedyńcze kable tam wetknięte. Jeden z kabelków, akurat ten odpowiadający za zasilanie modułu zapłonowego podczas normalnej pracy, poluzował się, i czasem, dosłownie czasem potrafił na chwilę się rozpiąć. Powodowało to oczywiście natychmiastowe gaśnięcie silnika i niemożność jego uruchomienia... aż do samoistnego zetknięcia się z powrotem tego kabelka z wtyczką. Masakra. Na szczęście po porządnym sprawdzeniu i poprawieniu kabelków objawy ustąpiły i samochód jeździ normalnie. Jeśli oczywiście można nazwać normalnym samochód tak lekki z takim silnikiem... Ja stwierdziłem, że ja się tym boję jeździć już po 400 metrach jazdy - bałem się, że zawinę się na latarni :) Taunus się w ogóle nie prowadzi - ma nie na tyle dobre opony, zawieszenie i hamulce, żebym czuł się bezpiecznie. Ale ja jestem mechanikiem, a nie kierowcą :).