Na ostatniej stronie skończyliśmy na oddzielonej od bloku głowicy.



Działam dalej. Odkręciłem pokrywkę wałka pomocniczego. Zdjąłem też kółko napędzające pasek rozrządu z wału korbowego.



Odkręciłem płytkę trzymającą wałek i go wyjąłem z bloku.



Tłoki mają nieco nagaru, ale źle nie jest.



W środku też całkiem nieźle, ale już u góry cylindra powstał próg. Potem to jeszcze pomierzę, ale już teraz widzę, że potrzebny będzie szlif...



Głowica od strony zaworów też nie wygląda źle. To już ten rocznik silnika, że głowica ma twarde gniazda zaworowe.



Rozkręcam dalej. Głowicę co prawda na razie zostawię, obejrzę obie później i wybiorę lepszą. Wracam do bloku silnika. Odkręciłem pokrywkę przednią wału korbowego i wszystkie śruby miski olejowej.



Oddzieliłem też rurę wydechową od kolektora.



Dzięki temu mam już wszystkie części wymagające odnowienia (poza miską) leżące luzem i mogę się zająć ich przygotowaniem do oddania do szkiełkowania czy piaskowania. Śruby i inne drobne detale natomiast trafiły do odrdzewiania.



Sam silnik powędrował na stojak. Tu już zdjąłem miskę oleju.



Dół silnika też dość czysty.



Z jedną uwagą - na sitku pompy oleju jest trochę dziwnego syfu.



To samo, i to w dużych ilościach, jest na dnie miski olejowej.



Odkręciłem pompę oleju. I tu mamy kolejną część unikalną dla Poloneza - w Fordach te silniki mają głębszą część miski z tyłu. W FSO głębsza część jest z przodu. Wymaga to zupełnie innego smoka pompy oleju. Ten krótki jest z FSO, długi, dla porównania, jest fordowski.



Panewki korbowe w bardzo dobrym stanie, drobne ryski tu i ówdzie to nic groźnego. Zwłaszcza, że dowiedziałem się od właściciela, że samochód ma ponad 300 tysięcy kilometrów przebiegu. A to już zmienia perspektywę - silnik jest może nieco zużyty, ale w pięknym stanie zachowania.



Niektóre panewki są prawie jak nowe.



Wał w ogóle nie tknięty, nie wymaga żadnej obróbki.



Tłoki mają drobne rysy podłużne, ale jest to dość normalne.



Panewki główne ciut gorsze niż korbowodowe, ale nadal jest całkiem przyzwoicie. Wał nadal idealny.





Co ciekawe, nieco zużyte są panewki oporowe. Zazwyczaj widywałem je zupełnie nie ruszone, tu widocznie było inaczej.



Górne połówki panewek głównych w bloku za to są jak nowe.



Po ich wyjęciu blok jest już zupełnie pusty.



Wszystkie cylindry mają próg ze zużycia u góry, niektóre mają drobne ryski - ale to i tak jest świetny stan. Jeden cylinder ma dużo drobnych kropek, jakby wżerów z rdzy, ale niewyczuwalnych pod palcem. Okazało się, że samochód ponad 10 lat stał. To mogą być ślady lekkiej korozji.



Najpewniejszym wyznacznikiem, co dalej z blokiem, jest pomiar. Pomiędzy tłokiem a cylindrem powinno być 0.04 - 0.06mm różnicy. Jest 0.13mm. Zdecydowanie za dużo. To jednoznacznie określa, że potrzebujemy nadwymiarowych tłoków.



Rozkręciłem pompę oleju. Jest mocno wyślizgana.



Potem umyłem części, które trafią do piaskowania (dzięki temu piaskowanie jest tańsze, bo piaskarz nie klnie, jak mu się piasek od usmarowanych części odbija albo do nich przykleja). Miska olejowa jest bardzo interesującej konstrukcji. Górna część, przylegająca do bloku, jest od Forda. Dalej miska jest już przerobiona tak, żeby głębsza część była z przodu silnika. O tyle jest to interesujące, że w sumie miska składa się z trzech części - widać dwa ciągłe spawy dookoła. Po prawej stronie pośrodku widać przetłoczenie - tego nie powinno tu być, jest to wgniecenie. Muszę to naprawić.



Już lepiej.



Tu dokładniej widać łączenie części miski olejowej. Ślady szlifowania są jeszcze z FSO. Przy 500 wyprodukowanych sztukach, jest to jednostkowa produkcja, gdzie nie dziwi poziom jakości wykonania :). Nikomu nie opłacałoby się robienie do tego miski oleju od zera.



Dziwi mnie tylko to, że nie jest to połączona góra miski od Forda, z dołem od FSO, tylko że dół składa się z dwóch części.



Z lewej strony jest jeszcze wspawana rurka na bagnet oleju, która w Fordzie jest umieszczona w bloku.