Długo się nie mogłem zebrać, żeby coś przy przyczepce zrobić konkretnego, bo jakoś zawsze coś innego się znajdowało pilniejszego... Ale przy okazji innych spraw kompletowałem wszystko, co potrzebne do złożenia podwozia.
Przypomnę - tak wyglądały koła.



Po rozłożeniu wcale nie bardziej imponująco. Opony nie są zużyte, ale widziały lepsze czasy. Póki co jednak zostają, bo są oryginalne, jeszcze Stomil :) Nie to co dzisiejsza Dębica D-124.



Starałem się dobrać identyczny kolor z oryginalnym. Porównywałem też kolor z zewnątrz felgi z nienaruszonym lakierem wewnątrz felgi (z tej części przykrytej dętką i oponą). W końcu stanęło na RAL 9018. Najlepsze jest to, że w lakierni mieli resztkę tego lakieru i kosztowało mnie to 50zł za dwie felgi, a nie 200zł :)



Przy okazji innych gratów oddałem do malowania i felgi, w tym jedną zapasową otrzymaną w prezencie od kolegów drezyniarzy (dzięki!)



Po ostatecznym pożegnaniu jednej dętki (załatane trzy dziury aż się okazało, że wentyl się odrywa) koła zostały poskładane. To mnie trochę natchnęło do dalszych prac.



Wcześniej, zanim to wszystko trafiło do piaskowania znalazłem firmę w Legionowie zajmującą się regeneracją osi przyczep. Wyjęte zostały tam wahacze. Załatwiał to kolega Michał, bo miał blisko.



Razem z felgami odebrałem też resztę części do przyczepki. Widać na przykład jak zabezpieczałem do malowania piasty.



Potem oś trafiła do poskładania na prasie. Na początku trzeba włożyć te krótkie ośki w wahacze.



Potem przygotować piasty.



Łożyska były w stanie idealnym, więc stwierdziłem, że nie ma sensu ich wymieniać. Porządnie je wymyłem.



Tak to powinno wyglądać wewnątrz piasty po złożeniu. Oczywiście od wewnętrznej strony będzie simmering, a na wszystkim smar. Po wewnętrznej stronie wahacza będzie jeszcze metalowa część odboju i nakrętka, ale to potem, bo mi nakrętkę zgubili w galwanizerni :(



Tymczasem przygotowałem i przykręciłem jeszcze gumowe części odbojów.



Wreszcie nadszedł dzień na poskładanie przyczepki. I nawet nie ja ją składałem - byli w garażu koledzy i bezinteresownie stwierdzili, że skoro zrobili co mieli zrobić, to mogą równie dobrze mi pomóc. Dzięki Dred i Trefl! Za to ja miałem szansę na foto ze znakiem rozpoznaczym :)



Potem Trefl wziął przywiezione przez siebie części z ocynku i zaczął składać zaczep. W innej galwanizerni mi zgubili pierścienie segera i dwie nakrętki i sknocili ocynk. Wszystkie graty poszły od razu do drugiej, do poprawki. Zaczep został złożony ile się dało, brakujące części uzupełnię przy najbliższej okazji...



Małe odstępstwo od oryginału - dodałem do zaczepu uchwyt na wtyczkę. Będzie wygodniej. Przewód jest już przeciągnięty przez dyszel. Na ten wygięty płaskownik, na którym się opiera dyszel nawinęliśmy izolację, żeby podczas opierania o ziemię nie porysować farby.



I tak to wygląda w całej okazałości. Niedługo może mi się uda zabrać za górę przyczepki.