Przyjechał do mnie Krzysztof swoim Taunusem ( z silnikiem 2.0 V6), ponieważ coś w silniku stukało. Na początku zajęliśmy się dźwigienkami zaworowymi, co sporo pomogło, ale nie do końca. Ostatecznie dźwigienki wyjąłem z silnika zupełnie, rozłożyłem i przejrzałem. Okazało się, że komplet dźwigienek z dwóch silników, które miał Krzysztof, wystarczył na złożenie niecałego kompletu, który nadaje się do użycia. Resztę części wyskrobałem z zapasów, więc chociaż to było ogarnięte.
Silnik niestety nadal stukał...
Historia tego silnika jest taka: oryginalny silnik miał słabą kompresję. Krzysztof kupił drugi silnik, który testowo był uruchomiony na palecie. Włożył go do samochodu i wtedy okazało się, że przy wyższych obrotach niż jałowe silnik stuka. Ale za to miał dobrą kompresję...
Z ciężkim sercem oświadczyłem, że niestety silnik trzeba wyjąć. Po jego wyjęciu i przywiezieniu do mnie, okazało się, że jeden z cylindrów jest przytarty. A jeszcze później, jak Krzysztof rozebrał ten silnik dalej, można było zobaczyć taki widok:



Ale nie to jest najlepsze - z drugiej strony tłok jest pęknięty!



Po oględzinach części z obu silników padła decyzja, że trzeba zrobić ten oryginalny do samochodu. Nawet numer silnika ma on zgodny z nadwoziem. Niestety cylindry nadawały się w nim tylko do szlifu. Tłoki za to były w porządku, więc blok został oddany do tulejowania. Gdy blok był w szlifierni, zajęliśmy się resztą części. Tzn. Krzysztof je przygotowywał, a ja ogarniałem do końca :). Wypiaskowane i pomalowane były pokrywa rozrządu, łapy silnika i kolektory wydechowe. O tyle jest to ciekawy silnik, że jest to bardzo wczesny Taunus dziobak. Łapy silnika na moje oko są ciut inne niż późniejsze Taunusy miały. Inny jest też kolektor wydechowy po stronie kierowcy. Pokrywę rozrządu wzięliśmy z drugiego, ciut nowszego silnika - oryginalna miała wkręconą za długą śrubę od pompy wody, która odkruszyła część żeliwa z pokrywy. Krzysztof dziwił się, skąd się bierze wyciek oleju na przodzie silnika, a to przez gwint tej śruby się sączyło.



Blok dość niedługo wrócił ze szlifierni, z wstawionymi tulejami i splanowanymi płaszczyznami pod głowice. Luz między tłokiem a cylindrem powinien mieścić się w zakresie 0.04-0.06mm, przed tulejowaniem był 0.14 nawet. Widać też, że ktoś, kto tu był poprzednio, nie żałował silikonu :).



Podczas czyszczenia bloku wydłubałem resztki tulejek kanałów wodnych, bo były już prawie całkiem wyrdzewiałe.



Wybiłem też z bloku panewki wałka rozrządu. W tych V-kach zazwyczaj nie ma z nimi problemu z wykruszaniem się materiału, ale to jest chyba na tyle stara V6, że dzieli problemy z V4, które często robię. Tam wykruszone panewki to norma. Oczywiście to sprawiło problemy z ciśnieniem oleju...



Wykręciłem też korki spustowe płaszcza wodnego z obu stron bloku... i nic. Zatkane są kamieniem i rdzą na głucho. Po zrobieniu zdjęcia wydziabałem z kanałów wodnych ile się dało.



Ile się dało doczyściłem blok. Stary lakier całkiem nieźle się trzymał, więc zostawiłem go w spokoju. Oczyściłem tylko to, co nie chciało się trzymać bloku. Potem całość dokładnie umyłem.



Potem okleiłem blok do malowania.



W międzyczasie, jak lakier twardnieje, zająłem się otworami na śruby mocujące łapy silnika. Większość V6 miała tu śruby M10, ale V4 do któregoś rocznika miały M8. To jest naprawdę wczesna V6, bo też ma otwory na śruby M8. Jednak podczas zmiany silnika na drugi, Krzysztof musiał rozwiercić otwory w łapach silnika na M10 - dopasowując je do nowszego standardu. Teraz, żeby łapy nie latały na tych za małych na nie śrubach, rozwiercę i nagwintuję otwory w bloku na właściwy rozmiar. Tracimy jednak trochę oryginalności... :)



Lecę dalej z pracami, gdy blok schnie. To musi być szybki remont, bo samochód nie może stać bez silnika tam, gdzie stoi, a i ja mam garaż zajęty innymi projektami. Układ korbowo-tłokowy będzie w całości z tego oryginalnego silnika. Na szczęście wał jest w dobrym stanie i nie wymaga szlifu. Założę tylko tuleję naprawczą na tył, żeby nic tu nie ciekło. Koło pasowe wału też wymagało takiej naprawy.



Tuleja naprawcza już założona, simmering powinien już to poprawnie uszczelnić.



Po wyschnięciu lakieru na bloku silnika wbiłem nowe panewki wałka rozrządu, a w tył bloku - zaślepkę miejsca na wałek.



Wałek rozrządu też był lepszy z tego oryginalnego silnika.



Posmarowałem krzywki smarem montażowym.



Wałek na miejscu. Wbiłem też w blok nowe tulejki kanałów wodnych.



Następnie włożyłem do bloku panewki główne. Wyglądają na nowe, ale najciekawsze jest to, że są to oryginalne, używane panewki z tego silnika! Niesamowite jest to, że nie mają żadnych śladów zużycia.



Na miejsce trafił wał korbowy.



Doczyszczone zostały też stopy wału i drugie połówki panewek głównych. Podczas ich demontażu oznaczyłem je, żeby trafiły teraz na swoje miejsce.



Dokręciłem śruby stóp wału z odpowiednim momentem.



Do dyspozycji mamy dwie pompy oleju.



I znowu ciekawostką jest to, że lapsza pompa jest z oryginalnego, starszego silnika. Wszystkie jej części zostały dokładnie umyte.



Obudowa w środku nie ma rys.



Koła zębate są w dobrym stanie.



Przykręciłem pokrywkę i smok pompy. Pokrywka ma jeszcze stare oznaczenie FoMoCo.



Płytka mocująca wałek rozrządu też nie jest zużyta.



W międzyczasie udało mi się oddać większość śrubek i części stalowych do cynkowania, dzięki czemu można silnik poskładać na gotowo.



Założona blacha pod pokrywę rozrządu.



Potem koło wałka i pokrywa.