Dostałem do zrobienia gaźnik od Forda 2.8 V6. Podobno był po regeneracji, przynajmniej do takiego wniosku doszedł jego nowy właściciel po tym, jak ten gaźnik wygląda.

Może i wygląda na czysty, ale nie podobają mi się gołe śrubki i detale, to przecież zaraz zardzewieje.

Gaźnik był włożony do Taunusa z serii M, więc ma przerobiony napęd przepustnicy. Z tym mam nic nie robić :). Widać zużyte zębatki.

Na dobry początek urwałem śrubę od pokrywki grzałki ssania. To dość normalne, zazwyczaj jest mocno przyrdzewiała gwintem do drugiej części.

Zdemontowane. Coś się z tego sypie...

Teochę tu piasku jest. Widać też pęknięte ucho mocujące.

Urwane ucho. Metalowe części czyste, bez śladu oryginalnego ocynku.

Rozłożyłem mechanizm ssania.

Pod membranką ssania piasek... Czyżby?

Zdjąłem klapki ssania.

Pod tą membranką też piach...


Po otwarciu pokrywy gaźnika też znalazłem piasek.

Nawet na pływaku.

I na dnie komory pływakowej. Ktoś po prostu wypiaskował ten gaźnik bez otwierania! Ręce opadają. Jak zadzwoniłem o tym opowiedzieć właścicielowi to się za głowę złapał, bo próbował na tym silnik uruchomić :).

Dalej jest tego jeszcze więcej - tu pod kolejną membranką i w filterku paliwa.

Nawet całkiem sporo.

Robi mi się na blacie piaskownica.

Podobnie pod membranką pompki przyśpieszacza.

Dobra, odwracam gaźnik, żeby dobrać się do przepustnic. Od razu widać, że te największe, 38mm.

Odkręciłem płytkę z przepustnicami.

Rozłożyłem cały ich mechanizm.

A tu już mam wszystko doczyszczone, a części stalowe ocynkowane.

Zacznę od złożenia mechanizmu przepustnic, bo jest najbardziej żmudny. Przygotowałem też nowe zębatki.

Te są naprawdę mocno zużyte.

Pierwszy przelot gotowy. To znaczy to jest drugi, ale złożony jako pierwszy :).

A tu już wszystko złożone i zsynchronizowane.

Przygotowałem dysze i rozpylacze do włożenia do korpusu.

Następny jest pływak.

Tu już na miejscu.

Wygrzebałem z zapasów nieuszkodzoną obudowę mechanizmu ssania.

Przygotowałem resztę mechanizmu i klapki ssania.

Złożyłem mechanizm.

Przykręcę teraz płytkę z przepustnicami do korpusu gaźnika.


Następnie zamknę gaźnik pokrywą.


Pora na przykręcenie membranek.

Złożone.

Membranka ssania nie pasuje do gaźnika, jak zawsze. Trzeba zrobić otworki na nowo, żeby pasowała.

Składam resztę ssania.

Tu już mechanizm przykręcony do gaźnika.

Założyłem grzałkę ssania z zapasów, bo już całkowicie nie mialem siły na wygrzebywanie resztki śruby. Zrobię to kiedyś...


Może i wygląda na czysty, ale nie podobają mi się gołe śrubki i detale, to przecież zaraz zardzewieje.

Gaźnik był włożony do Taunusa z serii M, więc ma przerobiony napęd przepustnicy. Z tym mam nic nie robić :). Widać zużyte zębatki.

Na dobry początek urwałem śrubę od pokrywki grzałki ssania. To dość normalne, zazwyczaj jest mocno przyrdzewiała gwintem do drugiej części.

Zdemontowane. Coś się z tego sypie...

Teochę tu piasku jest. Widać też pęknięte ucho mocujące.

Urwane ucho. Metalowe części czyste, bez śladu oryginalnego ocynku.

Rozłożyłem mechanizm ssania.

Pod membranką ssania piasek... Czyżby?

Zdjąłem klapki ssania.

Pod tą membranką też piach...


Po otwarciu pokrywy gaźnika też znalazłem piasek.

Nawet na pływaku.

I na dnie komory pływakowej. Ktoś po prostu wypiaskował ten gaźnik bez otwierania! Ręce opadają. Jak zadzwoniłem o tym opowiedzieć właścicielowi to się za głowę złapał, bo próbował na tym silnik uruchomić :).

Dalej jest tego jeszcze więcej - tu pod kolejną membranką i w filterku paliwa.

Nawet całkiem sporo.

Robi mi się na blacie piaskownica.

Podobnie pod membranką pompki przyśpieszacza.

Dobra, odwracam gaźnik, żeby dobrać się do przepustnic. Od razu widać, że te największe, 38mm.

Odkręciłem płytkę z przepustnicami.

Rozłożyłem cały ich mechanizm.

A tu już mam wszystko doczyszczone, a części stalowe ocynkowane.

Zacznę od złożenia mechanizmu przepustnic, bo jest najbardziej żmudny. Przygotowałem też nowe zębatki.

Te są naprawdę mocno zużyte.

Pierwszy przelot gotowy. To znaczy to jest drugi, ale złożony jako pierwszy :).

A tu już wszystko złożone i zsynchronizowane.

Przygotowałem dysze i rozpylacze do włożenia do korpusu.

Następny jest pływak.

Tu już na miejscu.

Wygrzebałem z zapasów nieuszkodzoną obudowę mechanizmu ssania.

Przygotowałem resztę mechanizmu i klapki ssania.

Złożyłem mechanizm.

Przykręcę teraz płytkę z przepustnicami do korpusu gaźnika.


Następnie zamknę gaźnik pokrywą.


Pora na przykręcenie membranek.

Złożone.

Membranka ssania nie pasuje do gaźnika, jak zawsze. Trzeba zrobić otworki na nowo, żeby pasowała.

Składam resztę ssania.

Tu już mechanizm przykręcony do gaźnika.

Założyłem grzałkę ssania z zapasów, bo już całkowicie nie mialem siły na wygrzebywanie resztki śruby. Zrobię to kiedyś...
