Stojak na silnik był potrzebny do składania innego projektu, więc V8 zawinięty w strecza zagościł na podłodze. W międzyczasie zająłem się głowicami.



Zdjęte dźwigienki popychaczy zaworów.



Widać blaszki ustalające cokoły dźwigienek. Służą one do ustalania pozycji dźwigienek prostopadle do osi wałka rozrządu.



Głowica wstępnie rozebrana. Pora na mycie, ale zanim wyjmę zawory muszę wyczyścić szczotką drucianą komorę spalania z nagaru.



Tyle właśnie nagaru było w silniku. Plusem jest to, że nie widać nigdzie śladów płynu chłodniczego czy innych niezdrowych objawów.



Wstępnie wyczyszczona.



Na zewnątrz została odtłuszczona i pomalowana farbą wysokotemperaturową.



Jak farba na głowicach schła zabrałem się za czyszczenie drobnicy. Zeszło mi na tym ze 3 godziny. Właśnie wtedy doszedłem do wniosku, że muszę skądś wytrzasnąć starą zmywarkę do naczyń i przerobić ją na myjkę warsztatową :) Może i będzie myła to przez dwie godziny, ale ja w tym czasie będę mógł robić coś innego i uniknę frustracji :)



Głowice pomagał mi czyścić kolega, tez na tym zeszło trochę czasu...



Potem jednak stwierdziłem, że niestety gniazda zaworowe są nierówne, zawory zresztą też. Głowice trafiły do szlifierni na planowanie, frezowanie gniazd zaworowych i szlifowanie zaworów. Prowadnice zaworowe były w idealnym stanie, tak jak stwierdziłem, więc nic z nimi nie było robione. Teraz będę pewien, że zawory są szczelne. Niestety, głowicę znowu trzeba było przemyć, ale na szczęście była dość dobrze domyta prosto ze szlifierni.



I widok z dołu na ładną, równą płaszczyznę.



Pierwsza rzecz to włożenie zaworów. Po ich szlifie i frezowaniu gniazd nie ma znaczenia który gdzie wkładam, ale dla zachowania porządku włozyłem je zgodnie z numerkami, które nabiłem podczas rozkładania. W ten sposób ktoś, kto będzie to kiedyś rozkładał uniknie zdziwienia, że np. na 3 cylindrze są zawory z numerkami 1 i 8 :)



Głowica znowu od góry. Teraz pora na założenie uszczelniaczy zaworowych. To trochę czasu zajęło, żeby założyć je poprawnie.



Uszczelniacze założone, potem założyłem sprężyny zaworowe, talerzyki i zamki. Pomagał mi kolega, ale stwierdziłem, że pora na przerobienie przyrządu do zakładania sprężyn zaworowych tak, żeby pasował na wszystkie silniki, a nie tylko do V6 Forda. Bardzo mięśnie bolą po założeniu sprężyn zaworowych :)



Krótki skok w tył w czasie, jak silnik jeszcze był na stojaku. Włożone popychacze zaworowe.



Potem cała reszta trzymająca je w odpowiedniej pozycji.



Powrót do bieżących prac - silnik odpakowany z folii, przymierzona uszczelka pod głowicę. Jestem bardzo zadowolony z jakości uszczelek Fel-Pro, idealnie pasują, są z bardzo dobych materiałów, czysta przyjemność składać na nich silnik.



Pierwsza głowica założona. Silnik odpakowałem od góry, oczywiście sprawdziłem, czy nic się nie zabrudził podczas przechowywania.



I obydwie głowice siedzą na swoich miejscach.



Teraz pora tą drobnicę umieścić na swoich miejscach.



Najpierw drążki popychaczy zaworowych.



Potem wszystkie części po kolei. Na razie nie dokręcałem tego mocno, bo po zalaniu silnika olejem i pokręceniu pompą oleju, jak się popychacze hydrauliczne napełnią do końca olejem, będę sprawdzał, czy są odpowiednie luzy w układzie.



I złożone obie strony.



Żeby mi się to wszystko nie zakurzyło (czytaj: żeby się nieco zmotywować, bo podczas składania silnika było na dworzu -23oC, a w garażu coś koło 0oC) założyłem pokrywy zaworowe.



Wyciągnąłem z głębi regału kolektor dolotowy. Nie wygląda zbyt zachęcająco, co?



Najpierw wyjąłem filterek odmy, zeby go nie zapaprać. Póki co nie wykręcałem reszty części.



Od spodu łatwo poszło :)



Z wierzchu trochę dłużej to trwało, ale też się udało dość dobrze to doczyścić.



Zdjąłem również obudowę termostatu i termostat.



Przygotowane uszczelki.



I kolektor na swoim miejscu. Wreszcie to zaczyna przypominać silnik. Teraz muszę zrobić kilka zakupów, żeby uzupełnić braki, zostaje też miska olejowa do zrobienia, żeby nie była taka pogięta. Potem będzie zabawa, żeby ogarnąć wtrysk, bo kilku rzeczy w nim brakuje...