Przyjechał do mnie bardzo ciekawy Mercedes W123. Ale czekaj, zaraz, co może być ciekawego w Mercedasie W123?!?

Ano to, że nie jest to emerycka czterodrzwiówka albo jeszcze bardziej emerycka "kupeta". To jest auto wciąż używane zgodnie z przeznaczeniem :).

Jakiś czas temu właściciel wpadł do mnie na regulację zapłonu i zaworów. Wspomniałem wtedy, że warto by było i gaźnikiem się zająć, bo część problemów z pracą silnika tam ma przyczyny. Teraz właśnie tym się zajmiemy.

Najpierw zdjąłem rurę dolotową i zacząłem odpinać rurki i kabelki. Sam gaźnik to Stromberg 175CD. Widać, że jest zapyziały. Zwłaszcza komora pływakowa, tu niewidoczna, ale będąca na samym dole gaźnika, jest mocno upaprana.

Grzałkę ssania zostawiłem podpiętą do rurek chłodzenia - nie ma sensu jej zdejmować. Odkręciłem gaźnik od kolektora dolotowego. Tu na razie nic więcej nie robimy.

Oprócz regeneracji gaźnika wymieniona będzie też guma mocująca gaźnik. Nie jest w dramatycznym stanie, ale oglądając ją z zewnątrz miałem podejrzenia, że może być popękana ze starości.

Wyjęty gaźnik złapałem w imadle i zaczynam rozkręcać.

Po zdjęciu pokrywki widać trochę ATF. Powinien ybć wlany do środkowego otworu, ale zawsze jego część się tu wylewa. Nie powinno tu tego być, ale też nie szkodzi to niczemu, więc nie jest to problem.

Niektóre rurki podciśnienia na pewno będę musiał wymienić.

Pod pokrywką membranka i na niej papierowa uszczelka.

Z tej strony, powyżej i po lewej od śruby z blaszką z numerem, widać śrubkę wkręconą z boku do tej górnej komory. Służy ona do zlewania tego płynu ze środka.

Po zdjęciu górnej części mam dostęp do głównej membrany gaźnika. Tu jest nieźle, bez rozdarć i sparciałości, ale guma nie jest nowa i warto ją wymienić razem z resztą membranek. Membranka po prawej jest od ssania.

Wyjąłem tłok poruszany tą główną gumą. Dość brudny. Po lewej pokrywa leżąca do góry nogami.

A tu widok z góry do środka gaźnika. Na dnie widać dyszę paliwową.

Od strony dolotowej przykręcony jest adapter gaźnika do rury dolotowej.

Pod nim dziwnie mokro.

Z boku gaźnika znajduje się mechanizm ssania.

Cały mechanizm jest oddzielnym elementem.

Zdjąłem dźwigienkę łączącą się z cięgnem gazu i plastikową osłonkę.

A tu wyjęta reszta części ssania.

Pora na dół gaźnika.

Zdjąłem membrankę. Na moje oko od pompki przyśpieszacza, a przynajmniej jej Strombergowego odpowiednika.

W środku komory pływakowej mocna niespodzianka - bardzo dużo piachu! Już później, montując gaźnik, odkryłem, że rura dolotowa jest zagięta i musiała nie być założona w pełni na gaźnik od dołu. Prawdopodobnie tamtędy dostawał się kurz. Ale jak się dostał do komory pływakowej to nie wiem...

Oczywiście w tym momencie mam już wylane paliwo na szmatę i wszystko pięknie pachnie. Po prawej widać pływak paliwa.

Tu już zdemontowany pływak i zaworek iglicowy.

Co w zasadzie kończy nam fazę rozkładania gaźnika na części.

Zrobiłem sobie krótką przerwę na mycie części gaźnika (dla przyjemności). Wyszło naprawdę nieźle, aż sam się zdziwiłem jak dobrze to wygląda.

No i składam. Zaczynam od zaworka iglicowego i mocowania pływaka. Zaworek iglicowy zostaje ten, co był. Póki działa to nie ma co ryzykować z nowym, bo zdarza mi się często, że działają gorzej od starych.

Po zamontowaniu pływaka położyłem na miejsce membrankę.

Co ciekawe, metalowy talerzyk, na który naciska sprężynka, jest oddzielną częścią od membranki.

Przykręciłem pokrywkę.

Na końcu elektrozaworu wymieniłem oring.

Na oring zakłada się dalszą część elektrozaworu, razem z częścią dyszy paliwa.

Przykręciłem komorę pływakową do korpusu gaźnika.

Szykuję teraz tłok główny gaźnika. Po lewej wystaje też z niego iglica zaworu paliwa.

Przykręciłem nową membranę główną.

Potem włożyłem to do korpusu gaźnika i zamknąłem pokrywą. Na nią założyłem oring uszczelniający ,mniejszą pokrywkę.

I przykręciłem tą mniejszą, główną pokrywkę. Przykręciłem też adapter rury dolotowej.

Złożę teraz mechanizm ssania. Dużo jest tu drobnych części i trzeba je delikatnie montować.

Następnie membranka ssania.

I dźwigienki.

Pozostało już przykręcić mechanizm do korpusu gaźnika.

Uszczelka z zestawu pasuje dość przeciętnie, ale ponaciągnięciu udaje mi się ją potem założyć.

Mechanizm ssania na miejscu, podłączony do cięgna przepustnicy.

Przykręciłem gaźnik do kolektora dolotowego i podłączyłem rurki i kabelki.

Teraz, jak już gaźnik jest we właściwej pozycji i się nie rusza, nalałem do środka ATFu.

Dzięki temu mogłem zakręcić górny korek gaźnika.

Potem założyłem rurę dolotową z pokrywą filtra powietrza. Najlepsze jest to, że po psiknięciu zmywaczem do hamulców w dolot, silnik od razu odpalił i bez żadnego kaszlnięcia zaczął idealnie równo pracować. Tak to można robić gaźniki :).


Ano to, że nie jest to emerycka czterodrzwiówka albo jeszcze bardziej emerycka "kupeta". To jest auto wciąż używane zgodnie z przeznaczeniem :).

Jakiś czas temu właściciel wpadł do mnie na regulację zapłonu i zaworów. Wspomniałem wtedy, że warto by było i gaźnikiem się zająć, bo część problemów z pracą silnika tam ma przyczyny. Teraz właśnie tym się zajmiemy.

Najpierw zdjąłem rurę dolotową i zacząłem odpinać rurki i kabelki. Sam gaźnik to Stromberg 175CD. Widać, że jest zapyziały. Zwłaszcza komora pływakowa, tu niewidoczna, ale będąca na samym dole gaźnika, jest mocno upaprana.

Grzałkę ssania zostawiłem podpiętą do rurek chłodzenia - nie ma sensu jej zdejmować. Odkręciłem gaźnik od kolektora dolotowego. Tu na razie nic więcej nie robimy.

Oprócz regeneracji gaźnika wymieniona będzie też guma mocująca gaźnik. Nie jest w dramatycznym stanie, ale oglądając ją z zewnątrz miałem podejrzenia, że może być popękana ze starości.

Wyjęty gaźnik złapałem w imadle i zaczynam rozkręcać.

Po zdjęciu pokrywki widać trochę ATF. Powinien ybć wlany do środkowego otworu, ale zawsze jego część się tu wylewa. Nie powinno tu tego być, ale też nie szkodzi to niczemu, więc nie jest to problem.

Niektóre rurki podciśnienia na pewno będę musiał wymienić.

Pod pokrywką membranka i na niej papierowa uszczelka.

Z tej strony, powyżej i po lewej od śruby z blaszką z numerem, widać śrubkę wkręconą z boku do tej górnej komory. Służy ona do zlewania tego płynu ze środka.

Po zdjęciu górnej części mam dostęp do głównej membrany gaźnika. Tu jest nieźle, bez rozdarć i sparciałości, ale guma nie jest nowa i warto ją wymienić razem z resztą membranek. Membranka po prawej jest od ssania.

Wyjąłem tłok poruszany tą główną gumą. Dość brudny. Po lewej pokrywa leżąca do góry nogami.

A tu widok z góry do środka gaźnika. Na dnie widać dyszę paliwową.

Od strony dolotowej przykręcony jest adapter gaźnika do rury dolotowej.

Pod nim dziwnie mokro.

Z boku gaźnika znajduje się mechanizm ssania.

Cały mechanizm jest oddzielnym elementem.

Zdjąłem dźwigienkę łączącą się z cięgnem gazu i plastikową osłonkę.

A tu wyjęta reszta części ssania.

Pora na dół gaźnika.

Zdjąłem membrankę. Na moje oko od pompki przyśpieszacza, a przynajmniej jej Strombergowego odpowiednika.

W środku komory pływakowej mocna niespodzianka - bardzo dużo piachu! Już później, montując gaźnik, odkryłem, że rura dolotowa jest zagięta i musiała nie być założona w pełni na gaźnik od dołu. Prawdopodobnie tamtędy dostawał się kurz. Ale jak się dostał do komory pływakowej to nie wiem...

Oczywiście w tym momencie mam już wylane paliwo na szmatę i wszystko pięknie pachnie. Po prawej widać pływak paliwa.

Tu już zdemontowany pływak i zaworek iglicowy.

Co w zasadzie kończy nam fazę rozkładania gaźnika na części.

Zrobiłem sobie krótką przerwę na mycie części gaźnika (dla przyjemności). Wyszło naprawdę nieźle, aż sam się zdziwiłem jak dobrze to wygląda.

No i składam. Zaczynam od zaworka iglicowego i mocowania pływaka. Zaworek iglicowy zostaje ten, co był. Póki działa to nie ma co ryzykować z nowym, bo zdarza mi się często, że działają gorzej od starych.

Po zamontowaniu pływaka położyłem na miejsce membrankę.

Co ciekawe, metalowy talerzyk, na który naciska sprężynka, jest oddzielną częścią od membranki.

Przykręciłem pokrywkę.

Na końcu elektrozaworu wymieniłem oring.

Na oring zakłada się dalszą część elektrozaworu, razem z częścią dyszy paliwa.

Przykręciłem komorę pływakową do korpusu gaźnika.

Szykuję teraz tłok główny gaźnika. Po lewej wystaje też z niego iglica zaworu paliwa.

Przykręciłem nową membranę główną.

Potem włożyłem to do korpusu gaźnika i zamknąłem pokrywą. Na nią założyłem oring uszczelniający ,mniejszą pokrywkę.

I przykręciłem tą mniejszą, główną pokrywkę. Przykręciłem też adapter rury dolotowej.

Złożę teraz mechanizm ssania. Dużo jest tu drobnych części i trzeba je delikatnie montować.

Następnie membranka ssania.

I dźwigienki.

Pozostało już przykręcić mechanizm do korpusu gaźnika.

Uszczelka z zestawu pasuje dość przeciętnie, ale ponaciągnięciu udaje mi się ją potem założyć.

Mechanizm ssania na miejscu, podłączony do cięgna przepustnicy.

Przykręciłem gaźnik do kolektora dolotowego i podłączyłem rurki i kabelki.

Teraz, jak już gaźnik jest we właściwej pozycji i się nie rusza, nalałem do środka ATFu.

Dzięki temu mogłem zakręcić górny korek gaźnika.

Potem założyłem rurę dolotową z pokrywą filtra powietrza. Najlepsze jest to, że po psiknięciu zmywaczem do hamulców w dolot, silnik od razu odpalił i bez żadnego kaszlnięcia zaczął idealnie równo pracować. Tak to można robić gaźniki :).
