Zupełnie niespodziewanie trafił do mnie Rolls Royce. Model Silver Shadow z 1975 roku, o tyle ciekawy, że w specyfikacji na Stany - z kierownicą po lewej stronie i dowaloną ekologią, która nie działała nawet jeszcze w fabryce. Samochód został sprowadzony na moje oko w 2010 roku, bo znalazłem zawieszkę o zmianie oleju z tego roku i 1000 mil wcześniej. Obecnie zdaje się długo stał, bo przyjechał na lawecie z grubą warstwą kurzu. Ja mam się zająć uszczelnieniem skrzyni biegów, ale jak to zawsze u mnie bywa, okazuje się, że jest jeszcze kilka innych pilnych rzeczy, o których nikt nie wiedział :).



Szybki rzut oka pod maskę... i zniechęcenie na widok tej plątaniny :). Silnik tu jest niemały, ale pod tym wszystkim w ogóle go nie widać. Zajmiemy się tym później.
A skrzynia biegów tu to jest TH400, typowy trzybiegowy automat General Motors. Do niej za chwilę się dobierzemy.



Po zejściu pod samochód przede wszystkim rzuca się w oczy masywność i siermiężność konstrukcji. Auto waży 2100kg na pusto. Od spodu ma finezję dostawczaka :). Zabierając się do wyciągnięcia skrzyni nie sposób nie zauważyć rzeczy dookoła... Tu na przykład, przy okazji odkręcania rur wydechowych, widać jak bardzo nie istnieje już guma przedniego wahacza.



Wieszaki wydechu też są tutaj mega pancerne, bo i sam wydech sporo waży.



Nad pierwszym tłumikiem, który potem okazał się katalizatorem, jest aluminiowa osłona termiczna, jak widać stopiona. To musiało mieć niezłą temperaturę, żeby alu tak popłynęło. Nad tm jest warstwa jakiegoś włókna, na wszelki wypadek staramy się tego nie dotykać, bo cholera wie - to może być i azbest. Temperatura była tak wysoka, że pod wycieraczką kierowcy jest stopiony placek wykładziny. To też miałe zdiagnozować, więc pierwszy punkt planu wykonany :).



Po zdemontowaniu części wydechu przechodzimy do rozpięcia wału napędowego - tu widać łączenie skrzyni z wałem. Obok jest poprzeczka podwozia, którą też trzeba zdemontować, żeby wał dało się wyjąć z samochodu.



A tu drugi koniec, czyli łączenie wału z przekładnią z tyłu. Po wycieku widać, że dopisujemy kolejny punkt do listy czynności do wykonania, czyli wymianę uszczelniacza.



Tu mamy widok od strony przedniego lewego koła w stronę tyłu auta. Po lewej widać miskę olejową skrzyni. Te wielgachne urzadzenie pośrodku kadru, to mechanizm wybierania biegów. Zazwyczaj wybierak od strony kabiny połączony był ze skrzynią prętem czy czymś o podobnym stopniu skomplikowania, ale nie tu. Oryginalnie przecież samochód ten projektowano z kierownicą po drugiej stronie, więc musieli wykombinować coś, lepszego. Oczywiście linka pomiędzy dźwignią a skrzynią byłaby zbyt prosta dla herbatożłopów, więc wymyślili wybierak elektryczny, gruby pęk kabli od niego do tego urządzenia na zdjęciu, a urządzenie na zdjęciu połączone jest ze skrzynią dokładnie takim prostym prętem, który porusza dźwigienką w skrzyni. Całość waży tyle, co rozrusznik do ciężarówki albo i więcej.



Zbliżenie na ogon skrzyni, mamy po lewej linkę prędkościomierza, a po prawej te pionowe łączenie to pęk kabli sterujących tym przyrządem.



Jest to na tyle ciężkie, że musi mieć własny stelaż mocujący przykręcany do ogona skrzyni. Co ciekawe, sama skrzynia wisi tylko na obudowie koła zamachowego i tylko silnik jest podparty - przy kole zamachowym dwiema poduszkami po bokach i z przodu pośrodku.



Kolejna ciekawostka związana z tym, że samochód był konstruowany z kierownicą po prawej, to ta wygięta rurka w poprzek pod skrzynią. Jest to mechanizm łączący pedał gazu po lewej z resztą mechanizmu po prawej stronie.



Tu widać to lekko z bliska. Puszka po lewej to modulator podciśnienia w skrzyni, jeden z pierwszych modeli w TH400. Bardzo archaiczna konstrukcja, świadczy o tym, że jeszcze nikt w tej skrzyni wcześniej nie był.



A tu już ten wielgachny wybierak zdemontowany. Aha, ponieważ jest elektryczny, to jak aku padnie, nie ma żadnej opcji zrzucenia skrzyni z Park na Neutral... :).



Teraz możemy się dogrzebać do osłony konwertera. Żeby zdjąć skrzynię, trzeba odkręcić konwerter od koła zamachowego.



Jest. Niestety śruby są na wylot, z łbem od strony silnika, gdzie jest kolejna osłona, tym razem już nie przeciwpancerna, a zwykła, z blachy. ALe dostępu tam nie ma żadnego, bo przeszkadza belka zawieszenia. Masakra. Po bokach widać poduszki silnika.



To jest widok od dołu, pomiędzy belką a obudową koła. Klucz można włożyć tam ledwo, ale śruby po 50 latach odkręcać się nie chcą... W końcu zdjęliśmy jeszcze rozrusznik i przez otwór po nim częściowo się udało tam dostać.



A tu odkręcony wał napędowy Po zdjęciu poprzeczki niedaleko skrzyni da się go opuścić i wysunąć z innej poprzeczki z tyłu auta. Wał od razu oddałem na wymianę krzyżaków.



A tu widać jakiej gimnastyki wymaga dostanie się do niektórych śrub.



Wracamy w okolice modulatora podciśnieniowego. Oryginalnie bliżej konwertera jest w tej skrzyni otwór na rurkę bagnetu oleju. Tu jest zaślepiony, a bagnet idzie bezpośrednio do miski olejowej - to ta rura z zakrętem o 90 stopni i gwintem, już wykręcona.



W końcu udało się uwolnić skrzynię.



Żeby się dostać do śrub konwertera odkręciliśmy też wieniec koła zamachowego, co niewiele, ale może ciut pomogło w dostępie. Żeby nie zapieczone śruby, pewnie by się udało i bez tego. Silnik musi mieć niezły moment obrotowy, skoro ma aż tyle śrub mocujących koło zamachowe.





Zrobiło się tu trochę pusto.



No i wyjęte części. Wał napędowy sporej wielkości, z chrupiącymi krzyżakami i katalizator. Skąd wiem, że to katalizator?



Bo już nim nie jest, To się z niego wysypało. Przypomina w przekroju plaster miodu i jest z czegoś ceramikopodobnego. No i możliwe, że to wyjaśnia te przegrzanie się wydechu - mogło się to posypać i zatkać wydech? W każdym razie te śmieci mogły polecieć też i dalej, więc trzeba wyciągnąć resztę układu i wszystko wysypać. Noi to też może tłumaczyć brak chęci silnika do pracy - może nie ma gdzie wypchnąć spalin?



Na koniec wyciągnęliśmy jeszcze spod auta samą skrzynię.