Właściciel Taunusa zameldował, że prace nad autem się dość daleko posunęły i zapytał, czy nie miałbym okazji podjechać do niego i pomóc mu wrzucić zawieszeń i silnika do samochodu. Mam do niego rzut beretem, więc w końcu się udało umówić. Taunus do tej pory stał na tymczasowych zawieszeniach, nawet nie przykręconych - zamiast śrub mocujących miał wetknięte śrubokręty, a nawet wiertła :).



Pod maską jeszcze pusto. Widać tymczasowe zawieszenie.



Podparliśmy samochód kobyłkami i opuściliśmy zawieszenie.



Pusto. Zostały stare gumy mocujące zawieszenie w nadwoziu do wyciągnięcia.





Nowe gumy to w zasadzie poligumy, tu już wsadzone.



No i wkładamy zawieszenie. Ze względu na ograniczone możliwości postanowiliśmy nie wkładać samego zawieszenia - trudno by było potem włożyć silnik ze skrzynią, podobnie trudno by było włożyć silnik oddzielnie ze skrzynią.



Dlatego najpierw posadzimy napęd na zawieszeniu.



Dużą pomocą będzie tu wózek widłowy, który przypadkowo jest w posiadaniu kolegi.



Po połączeniu silnika z zawieszeniem podciągnęliśmy paletę z tym wszystkim w pobliże samochodu i podrapaliśmy się po głowie.





Potem podnieśliśmy przód samochodu wózkiem widłowym, a cały podzespół wsunęliśmy pod samochód.



Potem już można było delikatnie opuścić nadwozie na zawieszenie, pilnując, czy nic nigdzie nie zawadza. Musieliśmy nieco podnieść skrzynię biegów, żeby silnik był trochę wyżej z tyłu - wtedy wszystko elegancko weszło na miejsce.



Po przykręceniu przedniego zawieszenia i łapy skrzyni mogliśmy postawić przód auta na kołach. Teraz zabieramy się za tylne zawieszenie.



Tu podobnie, jak poprzednio - podnieśliśmy tył na kobyłki i opuściliśmy zawieszenie. Nowe zawieszenie wsunęliśmy pod samochód na palecie.



Potem spięliśmy wahacze do nadwozia i włożyliśmy sprężyny. Na razie to tyle, więc postawiliśmy samochód z powrotem na ziemi. Amortyzatory trafią na swoje miejsce już później, do tego nie będę potrzebny.



Gotowe! Samochód stoi na docelowych zawieszeniach.