Następnym podzespołem, który dostałem z tego Taunusa, jest most. Do wyboru były dwa. W lepszym stanie był od 1.7, w gorszym od 2.0. Ze względu na przełożenie główne, dłuższe w 2.0, zabieram się jednak za ten gorszy.

Jak widać, stan całości jest nieco podchrupany zębem czasu. Wyprzedzając fakty - docelowo jednak wziąłem z drugiego mostu tarcze kotwiczne, bo były w lepszym stanie niż te tutaj. Rurek hamulcowych nie ma co nawet próbować odkręcać, są tak kruche.

Pokrywa mostu, mimo korozji powierzchniowej, jest jednak solidna.

Poodcinałem końcówki rurek hamulcowych, żeby nie musieć tego odkręcać. Same rurki jeszcze zostawiam na wzór do wyginania nowych.

Hamulce tu są starego typu, jak to w 17M/20M, ze sprężyną szczęk w postaci wygiętego pręta. Tu jest też pięć śrub do felg.

Po odkręceniu tarcz kotwicznych półoś nie chciała się ruszyć, więc musiałem użyć środków przymusu bezpośredniego.

Zapowiada się upojny czas podczas mycia półosi i obudowy mostu w środku... to pomarszczone to zestarzały osad z oleju przekładniowego. Co ciekawe, nawet nie pachnie tak, jak byś się spodziewał.

Tarczę kotwiczną zdjąłem w całości z hamulcami.

Odkręciłem cylinderek. Tu też się nie łudzę, że coś z niego będzie, od razu leci na złom.

Po odpięciu spinek zdjąłem szczęki z tarczy kotwicznej. Szczęki mają jeszcze odrobinę mięska, ale i tak wymieniam na nowe - te mają pewnie ponad 50 lat, więc nie ma co ufać temu, że klej trzyma pewnie okładziny.

Pozdejmowałem ramiona hamulca postojowego i samoregulatory.

Drobne części rozkładam do końca, żeby móc je przygotować do cynkowania.

W późniejszych modelach odpowietrznik mostu składał się z przelotowej śruby i kapturka na niej, tu jest jeszcze filcowy koreczek i sprężyna.

Otwieram most. Blaszka z oznaczeniem przełożenia wskazuje na 3.70:1.

W środku oczywiście czarno od zastarzałego osadu olejowego, ale części wyglądają dość dobrze. Zobaczymy dokładniej po ich umyciu, bo teraz w brudzie ciężko to zweryfikować.

Odkręciłem podpory i wyjąłem kosz satelit.

Potem wałek atakujący.

Od przodu wybiłem uszczelniach i wyjąłem spod niego łożysko.

Na pierwszy rzut oka wszystkie łożyska są do wymiany. Co ciekawe, do późniejszego mostu wszystkie łożyska sa dostępne w sklepach z łożyskami, po numerach, tu - żadne. Trzeba je ściągać ze sklepu z częściami do starych Fordów, a co za tym idzie, kosztują sporo.

Na koniec wybiłem jeszcze bieżnie łożysk wałka ataku. W międzyczasie wszystko to będzie umyte, zrobię listę zakupów, a obudowę mostu dam do piaskowania. Okazało się też, że mocowania resorów są pogięte, więc po piaskowaniu, a przed malowaniem proszkowym, będzie trzeba się i tym zająć.


Jak widać, stan całości jest nieco podchrupany zębem czasu. Wyprzedzając fakty - docelowo jednak wziąłem z drugiego mostu tarcze kotwiczne, bo były w lepszym stanie niż te tutaj. Rurek hamulcowych nie ma co nawet próbować odkręcać, są tak kruche.

Pokrywa mostu, mimo korozji powierzchniowej, jest jednak solidna.

Poodcinałem końcówki rurek hamulcowych, żeby nie musieć tego odkręcać. Same rurki jeszcze zostawiam na wzór do wyginania nowych.

Hamulce tu są starego typu, jak to w 17M/20M, ze sprężyną szczęk w postaci wygiętego pręta. Tu jest też pięć śrub do felg.

Po odkręceniu tarcz kotwicznych półoś nie chciała się ruszyć, więc musiałem użyć środków przymusu bezpośredniego.

Zapowiada się upojny czas podczas mycia półosi i obudowy mostu w środku... to pomarszczone to zestarzały osad z oleju przekładniowego. Co ciekawe, nawet nie pachnie tak, jak byś się spodziewał.

Tarczę kotwiczną zdjąłem w całości z hamulcami.

Odkręciłem cylinderek. Tu też się nie łudzę, że coś z niego będzie, od razu leci na złom.

Po odpięciu spinek zdjąłem szczęki z tarczy kotwicznej. Szczęki mają jeszcze odrobinę mięska, ale i tak wymieniam na nowe - te mają pewnie ponad 50 lat, więc nie ma co ufać temu, że klej trzyma pewnie okładziny.

Pozdejmowałem ramiona hamulca postojowego i samoregulatory.

Drobne części rozkładam do końca, żeby móc je przygotować do cynkowania.

W późniejszych modelach odpowietrznik mostu składał się z przelotowej śruby i kapturka na niej, tu jest jeszcze filcowy koreczek i sprężyna.

Otwieram most. Blaszka z oznaczeniem przełożenia wskazuje na 3.70:1.

W środku oczywiście czarno od zastarzałego osadu olejowego, ale części wyglądają dość dobrze. Zobaczymy dokładniej po ich umyciu, bo teraz w brudzie ciężko to zweryfikować.

Odkręciłem podpory i wyjąłem kosz satelit.

Potem wałek atakujący.

Od przodu wybiłem uszczelniach i wyjąłem spod niego łożysko.

Na pierwszy rzut oka wszystkie łożyska są do wymiany. Co ciekawe, do późniejszego mostu wszystkie łożyska sa dostępne w sklepach z łożyskami, po numerach, tu - żadne. Trzeba je ściągać ze sklepu z częściami do starych Fordów, a co za tym idzie, kosztują sporo.

Na koniec wybiłem jeszcze bieżnie łożysk wałka ataku. W międzyczasie wszystko to będzie umyte, zrobię listę zakupów, a obudowę mostu dam do piaskowania. Okazało się też, że mocowania resorów są pogięte, więc po piaskowaniu, a przed malowaniem proszkowym, będzie trzeba się i tym zająć.
