Kolejna rzecz, o której zrobienie poprosił mnie właściciel tego Taunusa 17M, to gaźnik. Rzecz totalnie nie od tego auta, bo oryginalnie był tam silnik V4, ale docelowo będzie 2.0 V6, i od takiego właśnie silnika jest ten gaźnik. Model - typowy Solex EEIT o przelotach 32/32 mm.



Już na pierwszy rzut oka widzę nieoryginalnie cięgno pomiędzy mechanizmem ssania a przepustnicą.



Zaczynam jak zawsze, od ssania. Póki grzałka ssania jest przykręcona do reszty, jest jakaś szansa na odkręcenie śruby pośrodku. Jeden z króćców jest skrócony, pewnie był zgnity.



Śruby jednak nie udało mi się odkręcić, więc zdejmuję resztę machanizmu ssania i coś, co miało zastąpić cięgno.



Od spodu jest to trochę zapyziałe.



A tu już cały mechanizm ssania, łącznie z klapkami, rozłożony. Śruba ze środka grzałki widać, że się nie poddała i się po prostu urwała.



Odkręciłem pokrywę gaźnika.



Pokrywa musiała być kiedyś uderzona, jest uszkodzona w okolicy jednej ze śrub mocujących obudowę filtra powietrza.



Dysza pompki przyśpieszacza była kiedyś montowana niezbyt delikatnie... Przecinakiem albo czymś takim?



W tym dużym otworze powinna być dysza powietrza, ale jej nie ma - po prostu brakuje i już.



Zdemontowałem pływak z zaworkiem iglicowym, dysze i rozpylacze.



W gaźniku robi się pusto. W komorze pływakowej trochę osadu.



Zabieram się za odkręcenie pokrywek po bokach gaźnika.



Zdemontowane.



Zostaje mi jeszcze duża śruba regulacyjna - po prawej pośrodku.



Wykręcona.



Przewracam gaźnik, żeby się dostać do śrub mocujących płytkę z przepustnicami.



Płytka już leży obok.



Z odkręceniem nakrętki na końcu jednej z osi przepustnic miałem niezły problem. Próbując ją odkręcić zgiąłem płytkę przepustniy... dopiero taki manewr pozwolił mi to wreszcie odkręcić.



Dzięki temu rozłożyłem cały mechanizm.



Zębatki ssania mocno już były zużyte.



A tu już mam części prygotowane do składania. Chwilowo nie mam jeszcze zestawu naprawczego, więc zacznę bez niego.



Zaczynam od przepustnic. Miałem zapasowe płytki, ale ciut inne niż powinny być... Ta zgięta widoczna jest po lewej.



W końcu jednak postanowiłem ją wyprostować i nawet się to udało. Zamyka się szczelnie. Poskładałem więc resztę, używając nowych zębatek.



Wymienię też pokrywę gaźnika na lepszą. Ma tylko ułamaną rurkę pośrodku, więc rurkę muszę przełożyć ze starej pokrywy.



Resztkę rurki wyciągnąłem sposobem.



Rurka na miejscu, przygotowałem klapki ssania.



Złożone.



Zaraz po mechanizmie przepustnic, żmudnym do złożenia i wyregulowania, to jest druga rzecz trudna w tym gaźniku, czyli mechanizm ssania. Ciężko go źle poskładać, ale jest to drobne i wewnątrz obudowy.



A tu już złożony.



Dostałem już zestaw naprawczy, więc mogę skręcać dalej. Najpierw płytka przepustnic do korpusu gaźnika.





Dalej wszystkie membranki i dysze.





Brakującą dyszę powietrza uzupełniłem z zapasów.



W środku gaźnika jest nieco czyściej.



Założyłem pływak.



Mogę też założyć pokrywę.



A następnie mechanizm ssania. Tu też wygrzebałem z zapasów właściwe cięgno zamiast tego drutu, co tu był.



Membranka ssania standardowo nie pasuje. Nie dość, że metalowa część jest źle wytłoczona i trzeba ją nieco podpiłować pilnikiem, to membranka jest przekrzywiona wobec reszty i nie pasują otwory.



Tu poprawione otwory wycinakiem. Ważne są nie tylko otwory na śruby, ale i ten jeden na kanalik z podciśnieniem.



Przykręcona pokrywka, szykuję dyszę regulacji składu mieszanki



Nadal nie miałem natchnienia na to, ale już musiałem to składać, więc się zabrałem za niewykręcalną śrubę z grzałki ssania. Skończyło się na jej wywierceniu, wyjęciu resztek i przegwintowaniu otworu.



Po przykręceniu grzałki gaźnik jest gotowy.